Optymizm? Też coś...!
Postanowiłam, że napiszę coś optymistycznego. Tylko biorąc pod uwagę stan mojego ducha to naprawdę nie jest proste. Dryfuje nadal na tratwie po morzu problemów, ale nie poddaję się. Głównie to dzięki waszym komentarzom.
W mojej głowie zapanowała przerażająca pustka, a w sercu chaos nad którym nie mogę zapanować.
Mam ambiwalentne uczucia co do wszystkiego. Moje niezdecydowanie jest aż za nadto widoczne.
A ból w moich oczach nie do przeoczenia. Skrzętnie maskuje zwój dołujący humor. Czasami bywają jednak takie dni gdzie moja maska pęka i prześwituje przez nią to co tak naprawdę chowam w sobie już od dawien dawna. Ból, łzy, niepewność i strach kumulują się w mnie i rozsadzają mnie od środka, a bombą jest serce. Głupi organ który przysparza mi tyle problemów. Krystaliczne łzy ciekną mi po bladych policzkach, a ja znów zastanawiam się nad pierdolonym sensem mojego życia.
Każdy dzień jest jak deja vu. Niczym praktycznie się nie różni od pozostałych, nie mam już sił, chęci, nie widzę celu do dalszego łażenia po tym zasranym świecie. Budząc się rano zawsze zastanawiam się co ten przeklęty los dziś mi zaplanował, jak mnie ośmieszy pech, jak życie ze mnie zadrwi...
No ale dobra miałam napisać coś optymistycznego...
I nic nie przychodzi mi do głowy.
Nic a nic.
Kompletnie.
Nie umiem cieszyć się z życia jak inni. Nie umiem dopatrzyć się szczęścia w otaczającym mnie świecie.
Nie umiem, nie potrafię.
Codziennie mijam setki ludzi na ulicy, codziennie widzę dużo nowych twarzy, codziennie widzę tyle uśmiechów, widzę promienie słoneczne, które przedarły się przez warstwę szarych chmur i głaszczą mnie po policzku, a mimo to nie potrafię znaleźć w tym wszystkim radości.
Staram się, ale nie mogę.
Czego ja od siebie oczekuje.
Oczekuje od siebie rzeczy nieosiągalnych.
Nieprawdopodobnie trudnych do zrealizowania.
By prowadzić je w życie trzeba ogromnego pokładu siły, a ja go nie mam.
Nie mam siły.
Nic nowego.
Co do tej dziewczyny.
Ostatnio tak się najarała, że spała koło mnie w szatni.
Tłumaczyłam jej, prosiłam, groziłam.
Nic. Jak grochem w ścianę.
-czemu bierzesz?
-wiesz jak to jest gdy nie masz zmartwień?
-no wiem.
-tak się właśnie czujesz jak weźmiesz, jesteś wtedy taka lekka, beztroska, nie czujesz bólu, cieszysz się drobnymi rzeczami z których normalnie byś się nie cieszyła...
I zapragnęłam wziąć...
Zapragnęłam spróbować. Poczuć to złudne szczęście, nawet jeśli by miało trwać to kilka godzin, minut czy nawet sekund. Chcę poczuć nareszcie to co mnie opuściło już dawno, to co nie zamierza do mnie wrócić...
Ale nie spróbuje...
Bo jestem tchórzem i tyle.
"Nic nie sprawia człowiekowi większego bólu niż rozpamiętywanie dawno minionych chwil, zwłaszcza jeśli były to chwile szczęśliwe."
Mrs.MM znana też jako SkeytuUu 6/03/2010 20:08:56 [
komentarzy 8]
Komentuj